Morze wewnętrzne Donalda Richiego w tłumaczeniu Sergiusza Kowalskiego - wydawnictwo Czarne

Niesamowita opowieść - memoir, może esej napisany przez Donalda Richiego i wydany przez wydawnictwo Czarne.
Kiedy poznałem dorobek autora pierwsza myśl, która przyszła to porównanie do innego, podobnego mu tytana - Nicolasa Bouviera, który w swym dorobku ma "Kroniki Japońskie" - napisane w czasie który już minął - historycznie, mentalnie i kulturowo.
Donald Richie, który zmarł w lutym 2013, ma na koncie ogrom pracy do której możemy zaliczyć opracowania na temat kultury Japonii i jej mieszkańców, ale przede wszystkim na temat kina. Co nie dziwi kiedy pomyślimy o tym, że on sam pierwszy film zrobił mając zaledwie 17 lat.
Kiedy odwiedził okupowaną wtedy przez wojsko amerykańskie Japonię po raz pierwszy w 1947 zafascynował go fenoment kultury kraju który tak wiele przeszedł będąc jednocześnie odizolowanym geograficznie i kulturowo. Nie wiedział chyba wtedy, że przyjdze mu spędzić drugą połowę dwudziestego wieku na samotnej pracy w Tokio.

"Morze wewnętrzne" to obraz Japonii jakiej już nie poznamy. W sytuacji kiedy postęp technologiczny popędza zmiany w mentalności a co za tym idzie bardzo szybkie zmiany w kulturze materialnej kraju, który tak łatwo przyjmował wpływy innych kultur by to co otrzymał przemienić, zalchemizować w inną część własnej kultury trudno się dziwić, że to wszystko co autor opisuje już odeszło.
Lata 50. i 60. dwudziestego wieku to również specyficzny czas w historii kiedy przejście pomiędzy jedną a drugą epoką historyczną było bardzo wyraźne.
Powojenna Japonia która pod amerykańską okupacją próbowała się rozliczyć z imperialną polityką i feudalnym systemem politycznym, dość szbko przechodziła przyśpieszoną lekcję kapitalizmu i nieuchronnego wpływu obcej kultury na kulturę własną.
Geografia miejsca które Richie opisuje - zamknięte terytorium pomiędzy wyspami Honsiu, Sikkoku a Kiusiu do którego on sam odczuwał intymny wręcz miłosny stosunek, otwiera bramy anegdot, prywatnych historii, coś co w pewnym momencie trudno nazwać pamiętnikiem z podróży, to raczej forma derywatu, forma która kształtuje siebie samą.
Obraz kraju który już nie istnieje nie mógł powstać w okresie nam bliższym gdzie wszyscy i wszystko tak łatwo się łączy poprzez dostępne media. To czas gdzie sam autor musiał się zmierzyć również z włąsnymi ograniczeniami, wyobrażeniami i mniejszymi lub większymi uprzedzeniami. Jego spostrzeżenia są nasączone własnym narcyzmem i nawet w dość subtelny sposób mizoginizmem ale nawet to nie przeszkadza pokazać mu miejsca w którym mieszkał tyle lat w sposób bardzo dokładny i analityczny.
Można spytać czy jest nieuniknionym pozostawać w osmozie z własnym dziełem? Forma obserwacji, gdzie nie ma wyraźnie zaznaczonych tematycznych rozdziałów może skłaniać do pozytywnej odpowiedzi na to pytanie - intymny tryb doznawania własnych prawd o sobie w trybie takim w jakim kształtuje się nasze prywatne życie i doświadczenie - od jednej stacji do drugiej.
Fascynujący obraz, który na długo rezonuje w zagłębieniach świadomości.




strona wydawnictwa

Comments